Widział i słyszał bowiem więcej, niż ktokolwiek we wszystkich dziewięciu światach i nawet Wszechojciec nie mógł równać się umysłem ze strażnikiem Tęczowego Mostu. Właściwie Odyn w sporej mierze zawdzięczał swoją mądrość Heimdallowi, za co zapłacił okiem, ale o tym kiedy indziej...
W Asgardzie panowała napięta atmosfera, wielu było zaskoczonych srogim wyrokiem władcy, jednak nikt nie ośmielał się mówić o tym głośno. Sam Odyn milczał na ten temat, ale każdy, kto spędzał czas w jego otoczeniu odczuwał zmianę w jego zachowaniu. Często był zamyślony i wpatrywał się w pustkę, a kiedy ktoś do niego mówił, musiał w połowie wypowiedzi dopytywać ,,Czy słyszysz, Wszechojcze?". Władca myślami uciekał w jakąś nieznaną jego poddanym dal.
Frigga martwiła się o niego, starając za wszelką cenę ukryć, że nie zgadza się do końca z jego decyzją. Opiekowała się nim i z wolna ich związek zaczynał wyglądać jak relacja ojciec -córka, gdyż bóg dosłownie marniał w oczach i wyglądał na starszego z każdym dniem. Krainę opanowywał chaos, cisi dotąd przeciwnicy władzy Odyna wszczynali bunty i rozsiewali plotki. Wszechojciec obarczał obowiązkami swoich najbliższych podwładnych. Wkrótce coraz więcej decyzji wypływało z ust nie prawowitego władcy, a jego pachołków, pionków w wielkich międzyświatowych szachach.
Tak powstało Siedmiu Namiestników Asgardu.
*
Loki, mimo iż był bogiem, jak każda istota żywa potrzebował wody i pokarmu. Nie odczuwał ich braku tak dotkliwie i mógł się długo bez nich obyć. Jednak odkąd został zesłany na Jotunheim minął już miesiąc, według Asgardzkiego kalendarza, a więc nadszedł czas, by poszukać strawy. Nie miał pojęcia, czy cokolwiek w tym pustkowiu nadaje się do zjedzenia.
Przechadzał się między granitowymi skałami i kolumnami, zaglądał do jam i kopał w ziemi.
Nagle, gdy miał już zrezygnować, usłyszał znajomy, kojący odgłos. Był to szum wody. Wygnaniec pochylił się i delikatnie przyłożył ucho do skały. Plusk podziemnego strumyka odbijał się dalekim echem, co dawało nadzieję, że jest tam jakaś jaskinia, jakaś duża, ukryta przestrzeń. Wstał, wziął zamach i uderzył pięścią w głaz. Poczuł nieprzyjemny, pulsujący ból, który promieniował aż do ramienia. Przeklinając Odyna za odebranie mu mocy, oczyścił podłoże z pyłu roztrzęsioną dłonią. Zmrużył oczy. Patrzył na płaską, lśniącą płytę, z jakimś ledwie widocznym grawerem. Był to właz, zrobiony z ciężkiego, czarnego jak heban kamienia. Loki przyjrzał się mu dokładniej, palcami dotykając wyżłobionych liter.
Zamknął oczy, wytężając zmysł dotyku. Błądząc dłonią po powierzchni włazu natknął się na jakiś wzór, misterny i...bardzo zimny. Poczuł napływ jakiejś nieznanej energii, lodowatej siły. Uniósł powieki. Jego oczom ukazał się wprawdzie ten sam krajobraz, jednak inaczej go teraz postrzegał. Litery w kamieniu jaśniały srebrzyście.
- Wer et natt dem Jotun vioor em fate
Sungen o Virg med sin far vid grinden kommer,
Vem vinner o vem vanärar nederlaget,
När profetian uppfylla själv?
Gissa.* - Loki otworzył usta i zaczął czytać, chociaż wzrok miał utkwiony w pustce i sam nie rozumiał wypowiadanych przez siebie słów. Właściwie nie odczytywał, lecz odczuwał tekst, zapisany starodawnym pismem, jakby zaglądał w przeszłość, w kryształową kulę. Wypełniała go ta niezwykła siła, ta więź z każdym kamykiem, każdym podmuchem wiatru, każdym ziarenkiem piachu tego pustkowia.
Jego dłoń przeszukująca kamień stała się niebieska, pokryła się błękitnymi wzorami. Przybrał formę Jotuna, lodowego olbrzyma.
Stał się prawdziwym sobą. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zawsze kiedy się przemieniał, zależało to od jego decyzji. Tym razem zmienił postać w zupełnie niekontrolowany sposób. Między tymi rozmyśleniami oderwał gwałtownie dłoń od skały. Dostrzegł tajemniczy wzór w pełnej okazałości. Widniały na nim dwa stworzenia - wąż oraz wilk. Pomiędzy nimi znajdował się wojownik o długich do kolan włosach i bogato zdobionej zbroi. Jego twarz była jednak nadal pokryta kurzem.
- Dziwne... - pomyślał Loki - Byłem pewien, że wytarłem wszystko.
Roztrzęsioną dłonią oczyścił skrawek skały, jednak zanim zdążył zobaczyć co krył pod sobą pył, ziemia zatrzęsła się niczym jego ręce i właz się osunął. Wygnaniec zareagował za późno i spadał teraz w ciemną pustkę, oczekując najgorszego. Upadał długo i zaczynał wątpić, czy jego tragiczny lot kiedykolwiek się zakończy. Szata haczyła o mijane, ostre występy skalne. Loki wcale jej nie żałował, była to bowiem haniebna, szaro-zielona szata więźnia z wygrawerowanym imieniem oraz numerem. Wkrótce ostatnie jej strzępy opadły w nicość i jedynym okryciem boga była jego bladoniebieska skóra, pokryta tajemniczymi wzorami i niezwykle twarda. Była jak naturalna zbroja. Jednak Loki wątpił, czy uchroni go przed upadkiem z takiej wysokości. Wytężył słuch, jednak w uszach dzwonił mu tylko świst powietrza, które przecinał niczym błyskawica. Wtem jego czułe oczy Jotuna dostrzegły jakiś błysk. Znowu uderzył go napływ lodowatej siły. Uniósł ręce ponad głowę i zrobił niezwykłe, powietrze salto. Spadał teraz głową w dół. Co niewiarygodne, wciąż nabierał prędkości. Czuł się jak żywa, spadająca gwiazda, jak meteor. Jedyną różnicą było to, że ten meteor nie spalał się, lecz zamarzał. Otaczał go coraz większy chłód. Wreszcie błyszcząca powierzchnia zbliżyła się drastycznie. Loki wziął ostatni, głęboki oddech i...
Otoczyła go błogość, jedwabny dotyk powietrza. Umarł? Tak wygląda śmierć bogów? Zaraz... To powietrze jest tak gęste... Zawisł w nieznanej, zimnej przestrzeni... Jego czarne jak heban włosy falowały delikatnie, jakby nie działała na nie grawitacja... Zobaczył błyski światła nad sobą... Spróbował oddychać...
I natychmiast tego pożałował.
________________________________________________________________________________
* Kiedy w noc Jotuna księżyc powstanie,
Wąż i Wilk u boku ojca staną przy bramie.
Kto wygra a kto klęską się zhańbi,
Gdy przepowiednia dopełni się?
Zgadnij.
Tekst ten jest napisany w zmodyfikowanym przeze mnie języku norweskim, w tym opowiadaniu będzie on rodzimym językiem lodowych olbrzymów.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz