,, A więc to jest to? To jest życie, o jakie walczyłem?'' - rozmyślał bezmyślnie kopiąc kamienie. Krajobraz jak okiem sięgnąć zamieszkany był jedynie przez wiatr i deszcz.
Wygnaniec ukucnął i zatopił dłonie w ciemnym, brudnym piachu.
Zaczął przesypywać go sobie przez palce, stając się swoją własną klepsydrą odliczającą wieczność.
To był jego prawdziwy dom. Tu, na tej ziemi, przyszedł na świat. Nie pamiętał swojego dzieciństwa. Właściwie nidgy go nie miał. Zanim skończył pierwszy rok życia, zabrano go rodzicom. Porwano z ojczyzny, co Odyn łagodnie nazywał ,,adopcją". Oczekiwał wdzięczności. Wielokrotnie powtarzał, że tym czynem uratował Lokiego, zapewnił mu dobre życie. Na to wspomnienie Loki zaśmiał się ironicznie.
,,Dobre życie.'' - pomyślał - ,,Nudne, sztuczne, przewidywalne życie bogów Asgardu.''
Nie okazał Wszechojcu wdzięczności. Przeciwnie. Skąd Odyn mógł wiedzieć, jakie życie było dla Lokiego lepsze? Może pisane mu było dorastanie w ojczyźnie, wśród współplemieńców? Gdzieś, gdzie nie byłby sam, nie byłby tym innym, osobliwym przypadkiem? Gdzie nie musiałby stać w cieniu przybranego brata i jego śmiesznej, czerwonej peleryny?
Był zły, że nie dostał prawa wyboru. Jego los został przesądzony zanim sam zdążył dorosnąć do decyzji.
Dopiero teraz, po krwawej i wcale niepotrzebnej wojnie zesłano go ,,do miejsca, na jakie zasłużył". Samotnego. Porzuconego. Poniżonego.
Lodowate łzy zaczęły spływać wygnańcowi po policzkach, zamarzając zanim zdążyły upaść.
- Ile niewinnych istnień zabiła Asgardzka sprawiedliwość?! - wrzasnął w pustkę, a jego drżący głos odbił się echem po górach i krainach Jotunheimu. Nie dbał już o swoją dumę, nie dbał o nic. - I Ty Odynie, pouczasz mnie, karasz za katastrofy i tragedie jakie rzekomo spowodowałem?! Gdzie się podziało twoje dobro, Wszechojcze, skoro nigdy nie widzisz własnych błędów?! - wydarł się na całe gardło, zdzierając struny głosowe bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Uderzył pięścią w ścianę, krusząc ją i nadal wykrzykując obelgi w stronę domu, który go wygnał. Wkrótce, zmęczony i zrezygnowany, oparł się czołem o skalną ścianę i osunął się po niej, upadając błogo w cichą i spokojną ciemność. Ciemność, która nie oceniała. Ciemność, która nie miała uprzedzeń.
Ciemność, która odpowiadała na zwierzenia porzuconej, boskiej duszy Lokiego milczącym zrozumieniem, jakiego nigdy nie otrzymał...
piątek, 28 lipca 2017
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3. Upadek
Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...
-
Przechadzał się po spustoszonych, lodowych pustyniach Jotunheimu, nękany gonitwą myśli. Słowa jego przybranego ojca niczym grzmot rozbrzmie...
-
- Co mnie czeka? - zapytał głosem przesyconym drwiną. Martwił się, że w pewnym momencie pęknie i jakieś słowo załamie rytm, a jego krucha ma...
-
Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz