wtorek, 1 sierpnia 2017

3. Upadek

Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał, nie mógł stwierdzić, że jego skargi były bezpodstawne.  

Widział i słyszał bowiem więcej, niż ktokolwiek we wszystkich dziewięciu światach i nawet Wszechojciec nie mógł równać się umysłem ze strażnikiem Tęczowego Mostu. Właściwie Odyn w sporej mierze zawdzięczał swoją mądrość Heimdallowi, za co zapłacił okiem, ale o tym kiedy indziej...
   W Asgardzie panowała napięta atmosfera, wielu było zaskoczonych srogim wyrokiem władcy, jednak nikt nie ośmielał się mówić o tym głośno. Sam Odyn milczał na ten temat, ale każdy, kto spędzał czas w jego otoczeniu odczuwał zmianę w jego zachowaniu. Często był zamyślony i wpatrywał się w pustkę, a kiedy ktoś do niego mówił, musiał w połowie wypowiedzi dopytywać ,,Czy słyszysz, Wszechojcze?". Władca myślami uciekał w jakąś nieznaną jego poddanym dal.
    Frigga martwiła się o niego, starając za wszelką cenę ukryć, że nie zgadza się do końca z jego decyzją. Opiekowała się nim i z wolna ich związek zaczynał wyglądać jak relacja ojciec -córka, gdyż bóg dosłownie marniał w oczach i wyglądał na starszego z każdym dniem. Krainę opanowywał chaos, cisi dotąd przeciwnicy władzy Odyna wszczynali bunty i rozsiewali plotki. Wszechojciec obarczał obowiązkami swoich najbliższych podwładnych. Wkrótce coraz więcej decyzji wypływało z ust nie prawowitego władcy, a jego pachołków, pionków w wielkich międzyświatowych szachach.
 Tak powstało Siedmiu Namiestników Asgardu.

*

  Loki, mimo iż był bogiem, jak każda istota żywa potrzebował wody i pokarmu. Nie odczuwał ich braku tak dotkliwie i mógł się długo bez nich obyć. Jednak odkąd został zesłany na Jotunheim minął już miesiąc, według Asgardzkiego kalendarza, a więc nadszedł czas, by poszukać strawy. Nie miał pojęcia, czy cokolwiek w tym pustkowiu nadaje się do zjedzenia.
Przechadzał się między granitowymi skałami i kolumnami, zaglądał do jam i kopał w ziemi.
Nagle, gdy miał już zrezygnować, usłyszał znajomy, kojący odgłos. Był to szum wody. Wygnaniec pochylił się i delikatnie przyłożył ucho do skały. Plusk podziemnego strumyka odbijał się dalekim echem, co dawało nadzieję, że jest tam jakaś jaskinia, jakaś duża, ukryta przestrzeń. Wstał, wziął zamach i uderzył pięścią w głaz. Poczuł nieprzyjemny, pulsujący ból, który promieniował aż do ramienia. Przeklinając Odyna za odebranie mu mocy, oczyścił podłoże z pyłu roztrzęsioną dłonią. Zmrużył oczy. Patrzył na płaską, lśniącą płytę, z jakimś ledwie widocznym grawerem. Był to właz, zrobiony z ciężkiego, czarnego jak heban kamienia. Loki przyjrzał się mu dokładniej, palcami dotykając wyżłobionych liter.
Zamknął oczy, wytężając zmysł dotyku. Błądząc dłonią po powierzchni włazu natknął się na jakiś wzór, misterny i...bardzo zimny. Poczuł napływ jakiejś nieznanej energii, lodowatej siły. Uniósł powieki. Jego oczom ukazał się wprawdzie ten sam krajobraz, jednak inaczej go teraz postrzegał. Litery w kamieniu jaśniały srebrzyście.
- Wer et natt dem Jotun vioor em fate
Sungen o Virg med sin far vid grinden kommer,
Vem vinner o vem vanärar nederlaget,
När profetian uppfylla själv?
Gissa.
* - Loki otworzył usta i zaczął czytać, chociaż wzrok miał utkwiony w pustce i sam nie rozumiał wypowiadanych przez siebie słów. Właściwie nie odczytywał, lecz odczuwał tekst, zapisany starodawnym pismem, jakby zaglądał w przeszłość, w kryształową kulę. Wypełniała go ta niezwykła siła, ta więź z każdym kamykiem, każdym podmuchem wiatru, każdym ziarenkiem piachu tego pustkowia.
Jego dłoń przeszukująca kamień stała się niebieska, pokryła się błękitnymi wzorami. Przybrał formę Jotuna, lodowego olbrzyma.
Stał się prawdziwym sobą. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zawsze kiedy się przemieniał, zależało to od jego decyzji. Tym razem zmienił postać w zupełnie niekontrolowany sposób. Między tymi rozmyśleniami oderwał gwałtownie dłoń od skały. Dostrzegł tajemniczy wzór w pełnej okazałości. Widniały na nim dwa stworzenia - wąż oraz wilk. Pomiędzy nimi znajdował się wojownik o długich do kolan włosach i bogato zdobionej zbroi. Jego twarz była jednak nadal pokryta kurzem.
- Dziwne... - pomyślał Loki - Byłem pewien, że wytarłem wszystko.
Roztrzęsioną dłonią oczyścił skrawek skały, jednak zanim zdążył zobaczyć co krył pod sobą pył, ziemia zatrzęsła się niczym jego ręce i właz się osunął. Wygnaniec zareagował za późno i spadał teraz w ciemną pustkę, oczekując najgorszego. Upadał długo i zaczynał wątpić, czy jego tragiczny lot kiedykolwiek się zakończy. Szata haczyła o mijane, ostre występy skalne. Loki wcale jej nie żałował, była to bowiem haniebna, szaro-zielona szata więźnia z wygrawerowanym imieniem oraz numerem. Wkrótce ostatnie jej strzępy opadły w nicość i jedynym okryciem boga była jego bladoniebieska skóra, pokryta tajemniczymi wzorami i niezwykle twarda. Była jak naturalna zbroja. Jednak Loki wątpił, czy uchroni go przed upadkiem z takiej wysokości. Wytężył słuch, jednak w uszach dzwonił mu tylko świst powietrza, które przecinał niczym błyskawica. Wtem jego czułe oczy Jotuna dostrzegły jakiś błysk. Znowu uderzył go napływ lodowatej siły. Uniósł ręce ponad głowę i zrobił niezwykłe, powietrze salto. Spadał teraz głową w dół. Co niewiarygodne, wciąż nabierał prędkości. Czuł się jak żywa, spadająca gwiazda, jak meteor. Jedyną różnicą było to, że ten meteor nie spalał się, lecz zamarzał. Otaczał go coraz większy chłód. Wreszcie błyszcząca powierzchnia zbliżyła się drastycznie. Loki wziął ostatni, głęboki oddech i...
  Otoczyła go błogość, jedwabny dotyk powietrza. Umarł? Tak wygląda śmierć bogów? Zaraz... To powietrze jest tak gęste... Zawisł w nieznanej, zimnej przestrzeni... Jego czarne jak heban włosy falowały delikatnie, jakby nie działała na nie grawitacja... Zobaczył błyski światła nad sobą... Spróbował oddychać...
   I natychmiast tego pożałował.



________________________________________________________________________________
* Kiedy w noc Jotuna księżyc powstanie,
Wąż i Wilk u boku ojca staną przy bramie.
Kto wygra a kto klęską się zhańbi,
Gdy przepowiednia dopełni się?
Zgadnij. 








Tekst ten jest napisany w zmodyfikowanym przeze mnie języku norweskim, w tym opowiadaniu będzie on rodzimym językiem lodowych olbrzymów.

piątek, 28 lipca 2017

2. Fałszywa Sprawiedliwość

  ,, A więc to jest to? To jest życie, o jakie walczyłem?'' - rozmyślał bezmyślnie kopiąc kamienie. Krajobraz jak okiem sięgnąć zamieszkany był jedynie przez wiatr i deszcz.
Wygnaniec ukucnął i zatopił dłonie w ciemnym, brudnym piachu.
Zaczął przesypywać go sobie przez palce, stając się swoją własną klepsydrą odliczającą wieczność.
  To był jego prawdziwy dom. Tu, na tej ziemi, przyszedł na świat. Nie pamiętał swojego dzieciństwa. Właściwie nidgy go nie miał. Zanim skończył pierwszy rok życia, zabrano go rodzicom. Porwano z ojczyzny, co Odyn łagodnie nazywał ,,adopcją". Oczekiwał wdzięczności. Wielokrotnie powtarzał, że tym czynem uratował Lokiego, zapewnił mu dobre życie. Na to wspomnienie Loki zaśmiał się ironicznie.
,,Dobre życie.'' - pomyślał - ,,Nudne, sztuczne, przewidywalne życie bogów Asgardu.''
Nie okazał Wszechojcu wdzięczności. Przeciwnie. Skąd Odyn mógł wiedzieć, jakie życie było dla Lokiego lepsze? Może pisane mu było dorastanie w ojczyźnie, wśród współplemieńców? Gdzieś, gdzie nie byłby sam, nie byłby tym innym, osobliwym przypadkiem? Gdzie nie musiałby stać w cieniu przybranego brata i jego śmiesznej, czerwonej peleryny?
Był zły, że nie dostał prawa wyboru. Jego los został przesądzony zanim sam zdążył dorosnąć do decyzji.
  Dopiero teraz, po krwawej i wcale niepotrzebnej wojnie zesłano go ,,do miejsca, na jakie zasłużył". Samotnego. Porzuconego. Poniżonego.


Lodowate łzy zaczęły spływać wygnańcowi po policzkach, zamarzając zanim zdążyły upaść.
- Ile niewinnych istnień zabiła Asgardzka sprawiedliwość?! - wrzasnął w pustkę, a jego drżący głos odbił się echem po górach i krainach Jotunheimu. Nie dbał już o swoją dumę, nie dbał o nic. - I Ty Odynie, pouczasz mnie, karasz za katastrofy i tragedie jakie rzekomo spowodowałem?! Gdzie się podziało twoje dobro, Wszechojcze, skoro nigdy nie widzisz własnych błędów?! - wydarł się na całe gardło, zdzierając struny głosowe bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
  Uderzył pięścią w ścianę, krusząc ją i nadal wykrzykując obelgi w stronę domu, który go wygnał. Wkrótce, zmęczony i zrezygnowany, oparł się czołem o skalną ścianę i osunął się po niej, upadając błogo w cichą i spokojną ciemność. Ciemność, która nie oceniała. Ciemność, która nie miała uprzedzeń.
Ciemność, która odpowiadała na zwierzenia porzuconej, boskiej duszy Lokiego milczącym zrozumieniem, jakiego nigdy nie otrzymał...

1. Odwiedziny Namiestnika

- Co mnie czeka? - zapytał głosem przesyconym drwiną. Martwił się, że w pewnym momencie pęknie i jakieś słowo załamie rytm, a jego krucha maska rozsypie się na milion kawałeczków. Nie mógł sobie na to pozwolić. Nie, było już za późno. Nie ma już odwrotu.
Wysłannik spojrzał na więźnia pogardliwie. Rzeczywiście musiało to wyglądać żałośnie. Porażka zakuta w łańcuchy, próbująca bronić własnej dumy ostatkiem sił. Było to zapewne zupełnie bezcelowe, ale z drugiej strony, po co uchylić karku? Pokazać, że czuje się przegranym? To nie w jego stylu.
- Nie mnie odpowiadać na takie pytania. W moim mniemaniu Wszechojciec wystarczająco Ci wyjaśnił. Spędzisz tu nędzną resztę wieczności, za pokarm mając piach i to, co uda Ci się upolować na tym martwym pustkowiu. Jeśli chodzi o wodę, cóż, lodu tu nie brakuje... - rzekł wysłannik spoglądając z góry.
- Nie silisz się na formalny język... - warknął Loki wiercąc się w ciężkich kajdanach.

- Gdybyś na taki zasługiwał. Szczerze powiedziawszy, według mnie i z pewnością większości istot, zasługujesz na śmierć w torturach. Nie zasłużyłeś sobie na nieśmiertelność. - wysłannik spojrzał na więźnia mrużąc oczy.
- Zwracasz się do boga, mój drogi. Żebyś kiedyś nie pożałował tych słów, głup... - mężczyzna przerwał mu w pół zdania, zakładając mu stalową maskę uniemożliwiającą mowę.
- MILCZ! Powinieneś być wdzięczny za tak łagodny wyrok, jakim skazał Cię Twój ojciec! I ty śmiesz nazywać się BOGIEM?! - zagrzmiał.
Loki nie mogąc wydusić słowa, przeszył przedstawiciela Asgardu najbardziej jadowitym wzrokiem, na jaki mógł się zdobyć.

Gdy ten oswobodził go z knebla, więzień wziął głęboki oddech i splunął mu w twarz. Namiestnik zmarszczył czoło i cofnął się gwałtownie. Otarł twarz stalowo-złotą rękawicą, wziął miecz i podłożył go pod szyję związanego.
- Twoje imię po kres dziejów będzie okryte hańbą. Ja na Twoim miejscu wolałbym umrzeć... - szepnął nienawistnie i wstał, po czym obrócił się na pięcie. Dumnym krokiem odchodził. Kiedy w Lokiego zaczęła wstępować obawa, iż pozostawi go unieruchomionego na pustkowiu, wysłannik wyciągnął rękę z pilotem i nacisnął przycisk, który usunął więzy. Bóg oszczerców w ostatnim napływie odwagi krzyknął za nim.
- Za to Twoje imię po kres wszechrzeczy pozostanie nieznane nikomu...

 Namiestnik zatrzymał się nagle i wzdrygnął, lecz nie odwrócił się.
- Dla Twojej wiadomości, to nie są moje ostatnie odwiedziny. Nie myśl, że jesteś wolny.
Twoje poczynania są pod ciągłą kontrolą. - po namyśle dodał jeszcze, ściszonym głosem - Uważaj na słowa. - po czym spojrzał w niebo
i zniknął.

czwartek, 27 lipca 2017

Prolog

Przechadzał się po spustoszonych, lodowych pustyniach Jotunheimu, nękany gonitwą myśli.
Słowa jego przybranego ojca niczym grzmot rozbrzmiewały w jego głowie. Dął wicher, który śmiertelnika zmroziłby do szpiku kości. Łzy zamarzały w kącikach oczu.

,, Skoro nie doceniasz swego przybranego domu to idź tam, skąd przyszedłeś! Nie do wiary, że upadłem tak nisko, że pozwoliłem sobie nazywać Cię mym SYNEM! "
- rozległo się niczym huk, zraniło niczym sztylet. A może to ten lodowaty chłód?

Samotny wędrowiec upadł na kolana, kalecząc skórę. Zgiął się, ukrywając twarz w dłoniach. Kamienie, lodowe bryły i brudny śnieg wplątywały mu się w kruczoczarne włosy. Rozpuszczone, niczym czarna flaga porażki łopotały na wietrze.

,, Sam tego chciałeś, a więc proszę! To ostatnie spełnione przeze mnie Twoje życzenie! "

Śnieg zamienił się w deszcz, deszcz w ulewę, ulewa w sztorm.
Poharatana kraterami kraina z wolna stawała się potężnym, mrocznym oceanem.

,, Proszę, droga wolna! Dokonałeś wyboru. Nie waż się nazywać mnie Ojcem. Idź i szukaj siebie. "
Błyskawice uderzały w okoliczne skały, rozkruszając je w pył.
Niebo płakało tragiczną pieśnią.

,, Nie śmiej kiedykolwiek nazwać się Lokim z Asgardu. Kraina, do której trafisz, jest uosobieniem Ciebie. Wystarczy na nią spojrzeć. Obiecuję Ci, zdążysz się na nią napatrzyć przez resztę WIECZNOŚCI! "
Uderzył ostatni grzmot, ostatni wyrok  i żadna ze skał, kamieni czy lodowych brył nie była tak zniszczona, jak on.

Loki.
Loki znikąd.

3. Upadek

Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...