piątek, 28 lipca 2017

2. Fałszywa Sprawiedliwość

  ,, A więc to jest to? To jest życie, o jakie walczyłem?'' - rozmyślał bezmyślnie kopiąc kamienie. Krajobraz jak okiem sięgnąć zamieszkany był jedynie przez wiatr i deszcz.
Wygnaniec ukucnął i zatopił dłonie w ciemnym, brudnym piachu.
Zaczął przesypywać go sobie przez palce, stając się swoją własną klepsydrą odliczającą wieczność.
  To był jego prawdziwy dom. Tu, na tej ziemi, przyszedł na świat. Nie pamiętał swojego dzieciństwa. Właściwie nidgy go nie miał. Zanim skończył pierwszy rok życia, zabrano go rodzicom. Porwano z ojczyzny, co Odyn łagodnie nazywał ,,adopcją". Oczekiwał wdzięczności. Wielokrotnie powtarzał, że tym czynem uratował Lokiego, zapewnił mu dobre życie. Na to wspomnienie Loki zaśmiał się ironicznie.
,,Dobre życie.'' - pomyślał - ,,Nudne, sztuczne, przewidywalne życie bogów Asgardu.''
Nie okazał Wszechojcu wdzięczności. Przeciwnie. Skąd Odyn mógł wiedzieć, jakie życie było dla Lokiego lepsze? Może pisane mu było dorastanie w ojczyźnie, wśród współplemieńców? Gdzieś, gdzie nie byłby sam, nie byłby tym innym, osobliwym przypadkiem? Gdzie nie musiałby stać w cieniu przybranego brata i jego śmiesznej, czerwonej peleryny?
Był zły, że nie dostał prawa wyboru. Jego los został przesądzony zanim sam zdążył dorosnąć do decyzji.
  Dopiero teraz, po krwawej i wcale niepotrzebnej wojnie zesłano go ,,do miejsca, na jakie zasłużył". Samotnego. Porzuconego. Poniżonego.


Lodowate łzy zaczęły spływać wygnańcowi po policzkach, zamarzając zanim zdążyły upaść.
- Ile niewinnych istnień zabiła Asgardzka sprawiedliwość?! - wrzasnął w pustkę, a jego drżący głos odbił się echem po górach i krainach Jotunheimu. Nie dbał już o swoją dumę, nie dbał o nic. - I Ty Odynie, pouczasz mnie, karasz za katastrofy i tragedie jakie rzekomo spowodowałem?! Gdzie się podziało twoje dobro, Wszechojcze, skoro nigdy nie widzisz własnych błędów?! - wydarł się na całe gardło, zdzierając struny głosowe bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
  Uderzył pięścią w ścianę, krusząc ją i nadal wykrzykując obelgi w stronę domu, który go wygnał. Wkrótce, zmęczony i zrezygnowany, oparł się czołem o skalną ścianę i osunął się po niej, upadając błogo w cichą i spokojną ciemność. Ciemność, która nie oceniała. Ciemność, która nie miała uprzedzeń.
Ciemność, która odpowiadała na zwierzenia porzuconej, boskiej duszy Lokiego milczącym zrozumieniem, jakiego nigdy nie otrzymał...

1. Odwiedziny Namiestnika

- Co mnie czeka? - zapytał głosem przesyconym drwiną. Martwił się, że w pewnym momencie pęknie i jakieś słowo załamie rytm, a jego krucha maska rozsypie się na milion kawałeczków. Nie mógł sobie na to pozwolić. Nie, było już za późno. Nie ma już odwrotu.
Wysłannik spojrzał na więźnia pogardliwie. Rzeczywiście musiało to wyglądać żałośnie. Porażka zakuta w łańcuchy, próbująca bronić własnej dumy ostatkiem sił. Było to zapewne zupełnie bezcelowe, ale z drugiej strony, po co uchylić karku? Pokazać, że czuje się przegranym? To nie w jego stylu.
- Nie mnie odpowiadać na takie pytania. W moim mniemaniu Wszechojciec wystarczająco Ci wyjaśnił. Spędzisz tu nędzną resztę wieczności, za pokarm mając piach i to, co uda Ci się upolować na tym martwym pustkowiu. Jeśli chodzi o wodę, cóż, lodu tu nie brakuje... - rzekł wysłannik spoglądając z góry.
- Nie silisz się na formalny język... - warknął Loki wiercąc się w ciężkich kajdanach.

- Gdybyś na taki zasługiwał. Szczerze powiedziawszy, według mnie i z pewnością większości istot, zasługujesz na śmierć w torturach. Nie zasłużyłeś sobie na nieśmiertelność. - wysłannik spojrzał na więźnia mrużąc oczy.
- Zwracasz się do boga, mój drogi. Żebyś kiedyś nie pożałował tych słów, głup... - mężczyzna przerwał mu w pół zdania, zakładając mu stalową maskę uniemożliwiającą mowę.
- MILCZ! Powinieneś być wdzięczny za tak łagodny wyrok, jakim skazał Cię Twój ojciec! I ty śmiesz nazywać się BOGIEM?! - zagrzmiał.
Loki nie mogąc wydusić słowa, przeszył przedstawiciela Asgardu najbardziej jadowitym wzrokiem, na jaki mógł się zdobyć.

Gdy ten oswobodził go z knebla, więzień wziął głęboki oddech i splunął mu w twarz. Namiestnik zmarszczył czoło i cofnął się gwałtownie. Otarł twarz stalowo-złotą rękawicą, wziął miecz i podłożył go pod szyję związanego.
- Twoje imię po kres dziejów będzie okryte hańbą. Ja na Twoim miejscu wolałbym umrzeć... - szepnął nienawistnie i wstał, po czym obrócił się na pięcie. Dumnym krokiem odchodził. Kiedy w Lokiego zaczęła wstępować obawa, iż pozostawi go unieruchomionego na pustkowiu, wysłannik wyciągnął rękę z pilotem i nacisnął przycisk, który usunął więzy. Bóg oszczerców w ostatnim napływie odwagi krzyknął za nim.
- Za to Twoje imię po kres wszechrzeczy pozostanie nieznane nikomu...

 Namiestnik zatrzymał się nagle i wzdrygnął, lecz nie odwrócił się.
- Dla Twojej wiadomości, to nie są moje ostatnie odwiedziny. Nie myśl, że jesteś wolny.
Twoje poczynania są pod ciągłą kontrolą. - po namyśle dodał jeszcze, ściszonym głosem - Uważaj na słowa. - po czym spojrzał w niebo
i zniknął.

czwartek, 27 lipca 2017

Prolog

Przechadzał się po spustoszonych, lodowych pustyniach Jotunheimu, nękany gonitwą myśli.
Słowa jego przybranego ojca niczym grzmot rozbrzmiewały w jego głowie. Dął wicher, który śmiertelnika zmroziłby do szpiku kości. Łzy zamarzały w kącikach oczu.

,, Skoro nie doceniasz swego przybranego domu to idź tam, skąd przyszedłeś! Nie do wiary, że upadłem tak nisko, że pozwoliłem sobie nazywać Cię mym SYNEM! "
- rozległo się niczym huk, zraniło niczym sztylet. A może to ten lodowaty chłód?

Samotny wędrowiec upadł na kolana, kalecząc skórę. Zgiął się, ukrywając twarz w dłoniach. Kamienie, lodowe bryły i brudny śnieg wplątywały mu się w kruczoczarne włosy. Rozpuszczone, niczym czarna flaga porażki łopotały na wietrze.

,, Sam tego chciałeś, a więc proszę! To ostatnie spełnione przeze mnie Twoje życzenie! "

Śnieg zamienił się w deszcz, deszcz w ulewę, ulewa w sztorm.
Poharatana kraterami kraina z wolna stawała się potężnym, mrocznym oceanem.

,, Proszę, droga wolna! Dokonałeś wyboru. Nie waż się nazywać mnie Ojcem. Idź i szukaj siebie. "
Błyskawice uderzały w okoliczne skały, rozkruszając je w pył.
Niebo płakało tragiczną pieśnią.

,, Nie śmiej kiedykolwiek nazwać się Lokim z Asgardu. Kraina, do której trafisz, jest uosobieniem Ciebie. Wystarczy na nią spojrzeć. Obiecuję Ci, zdążysz się na nią napatrzyć przez resztę WIECZNOŚCI! "
Uderzył ostatni grzmot, ostatni wyrok  i żadna ze skał, kamieni czy lodowych brył nie była tak zniszczona, jak on.

Loki.
Loki znikąd.

3. Upadek

Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...