czwartek, 27 lipca 2017

Prolog

Przechadzał się po spustoszonych, lodowych pustyniach Jotunheimu, nękany gonitwą myśli.
Słowa jego przybranego ojca niczym grzmot rozbrzmiewały w jego głowie. Dął wicher, który śmiertelnika zmroziłby do szpiku kości. Łzy zamarzały w kącikach oczu.

,, Skoro nie doceniasz swego przybranego domu to idź tam, skąd przyszedłeś! Nie do wiary, że upadłem tak nisko, że pozwoliłem sobie nazywać Cię mym SYNEM! "
- rozległo się niczym huk, zraniło niczym sztylet. A może to ten lodowaty chłód?

Samotny wędrowiec upadł na kolana, kalecząc skórę. Zgiął się, ukrywając twarz w dłoniach. Kamienie, lodowe bryły i brudny śnieg wplątywały mu się w kruczoczarne włosy. Rozpuszczone, niczym czarna flaga porażki łopotały na wietrze.

,, Sam tego chciałeś, a więc proszę! To ostatnie spełnione przeze mnie Twoje życzenie! "

Śnieg zamienił się w deszcz, deszcz w ulewę, ulewa w sztorm.
Poharatana kraterami kraina z wolna stawała się potężnym, mrocznym oceanem.

,, Proszę, droga wolna! Dokonałeś wyboru. Nie waż się nazywać mnie Ojcem. Idź i szukaj siebie. "
Błyskawice uderzały w okoliczne skały, rozkruszając je w pył.
Niebo płakało tragiczną pieśnią.

,, Nie śmiej kiedykolwiek nazwać się Lokim z Asgardu. Kraina, do której trafisz, jest uosobieniem Ciebie. Wystarczy na nią spojrzeć. Obiecuję Ci, zdążysz się na nią napatrzyć przez resztę WIECZNOŚCI! "
Uderzył ostatni grzmot, ostatni wyrok  i żadna ze skał, kamieni czy lodowych brył nie była tak zniszczona, jak on.

Loki.
Loki znikąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

3. Upadek

Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...