piątek, 28 lipca 2017

1. Odwiedziny Namiestnika

- Co mnie czeka? - zapytał głosem przesyconym drwiną. Martwił się, że w pewnym momencie pęknie i jakieś słowo załamie rytm, a jego krucha maska rozsypie się na milion kawałeczków. Nie mógł sobie na to pozwolić. Nie, było już za późno. Nie ma już odwrotu.
Wysłannik spojrzał na więźnia pogardliwie. Rzeczywiście musiało to wyglądać żałośnie. Porażka zakuta w łańcuchy, próbująca bronić własnej dumy ostatkiem sił. Było to zapewne zupełnie bezcelowe, ale z drugiej strony, po co uchylić karku? Pokazać, że czuje się przegranym? To nie w jego stylu.
- Nie mnie odpowiadać na takie pytania. W moim mniemaniu Wszechojciec wystarczająco Ci wyjaśnił. Spędzisz tu nędzną resztę wieczności, za pokarm mając piach i to, co uda Ci się upolować na tym martwym pustkowiu. Jeśli chodzi o wodę, cóż, lodu tu nie brakuje... - rzekł wysłannik spoglądając z góry.
- Nie silisz się na formalny język... - warknął Loki wiercąc się w ciężkich kajdanach.

- Gdybyś na taki zasługiwał. Szczerze powiedziawszy, według mnie i z pewnością większości istot, zasługujesz na śmierć w torturach. Nie zasłużyłeś sobie na nieśmiertelność. - wysłannik spojrzał na więźnia mrużąc oczy.
- Zwracasz się do boga, mój drogi. Żebyś kiedyś nie pożałował tych słów, głup... - mężczyzna przerwał mu w pół zdania, zakładając mu stalową maskę uniemożliwiającą mowę.
- MILCZ! Powinieneś być wdzięczny za tak łagodny wyrok, jakim skazał Cię Twój ojciec! I ty śmiesz nazywać się BOGIEM?! - zagrzmiał.
Loki nie mogąc wydusić słowa, przeszył przedstawiciela Asgardu najbardziej jadowitym wzrokiem, na jaki mógł się zdobyć.

Gdy ten oswobodził go z knebla, więzień wziął głęboki oddech i splunął mu w twarz. Namiestnik zmarszczył czoło i cofnął się gwałtownie. Otarł twarz stalowo-złotą rękawicą, wziął miecz i podłożył go pod szyję związanego.
- Twoje imię po kres dziejów będzie okryte hańbą. Ja na Twoim miejscu wolałbym umrzeć... - szepnął nienawistnie i wstał, po czym obrócił się na pięcie. Dumnym krokiem odchodził. Kiedy w Lokiego zaczęła wstępować obawa, iż pozostawi go unieruchomionego na pustkowiu, wysłannik wyciągnął rękę z pilotem i nacisnął przycisk, który usunął więzy. Bóg oszczerców w ostatnim napływie odwagi krzyknął za nim.
- Za to Twoje imię po kres wszechrzeczy pozostanie nieznane nikomu...

 Namiestnik zatrzymał się nagle i wzdrygnął, lecz nie odwrócił się.
- Dla Twojej wiadomości, to nie są moje ostatnie odwiedziny. Nie myśl, że jesteś wolny.
Twoje poczynania są pod ciągłą kontrolą. - po namyśle dodał jeszcze, ściszonym głosem - Uważaj na słowa. - po czym spojrzał w niebo
i zniknął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

3. Upadek

Wszystko to obserwował Wszechwidzący Heimdall, strzegąc w niezmąconym spokoju mostu Bifrost. Słyszał krzyki Lokiego i chociaż bardzo chciał,...